Ale Historia

Ciekawsza strona historii

Wpisy otagowane „Poznań”

  • poniedziałek, 18 listopada 2013
    • „ANDRZEJ WAJDA. PODEJRZANY” – spotkanie z autorami książki w Poznaniu i innych miastach. Zapraszamy.

      Towarzystwo Przyjaciół Nauk Historycznych, Teatr Ósmego Dnia, Fundacja "Świat Ma Sens" i Wydawnictwo "Agora" zapraszają na spotkanie z autorami książki "Andrzej Wajda. Podejrzany" - Witoldem Beresiem i Krzysztofem Burnetko. Spotkanie odbędzie się 22 listopada 2013 r. w piątek o godz. 19.00 w Teatrze Ósmego Dnia, ul Ratajczaka 44 w Poznaniu. Podczas spotkania odbędzie się pokaz filmu "Z marmuru, żelaza, nadziei..." Wstęp wolny. Zapraszamy.

      Na Facebooku utworzono specjalne „wydarzenie” odnośnie spotkania –

      https://www.facebook.com/events/1449686201924894/?ref=22

      Zapraszamy również na inne spotkania poświęcone książce "Andrzej Wajda. Podejrzany":

      Wrocław - 19.11, godz. 18, Księgarnia "Tajne komplety", Przejście Garncarskie 2

      Łódź - 20.11, godz. 18, Dom Literatury, ul. Roosevelta 17

      Warszawa - 21.11, godz. 19, siedziba "Agory", ul. Czerska 8/10 (wejście od ul. Czerniakowskiej) (spotkanie z udziałem Andrzeja Wajdy)

      Opole - 25.11, godz. 18, Miejska Biblioteka Publiczna w Opolu, ul. Minorytów 4

      Kraków - 27.11, godz. 18, Muzeum Sztuki i techniki Japońskiej MANGGHA, ul. Marii Konopnickiej 26 (spotkanie z udziałem Andrzeja Wajdy)

      ----

      W księgarniach jest już nowa książka Beresia i Burnetki: 1191 stron dokumentów, nad którymi pracowało 30 tajniaków, 15 donosicieli, 10 generałów, szef KGB i trzech ministrów spraw wewnętrznych – w tym jeden już w czasach wolnej Polski!

      ANDRZEJ WAJDA. PODEJRZANY

      Autorzy o swej książce:

      Wraz z wejściem do kin filmu Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” zaczęło iskrzyć! Skrajnie prawicowy historyk Sławomir Cenckiewicz popełnił emocjonalny atak pt. „Wałęsa. Człowiek z teczki”. Potem ukazała się poszerzona i poprawiona „Autobiografia” Andrzeja Wajdy (oparta o książkę „Kino i reszta świata”). Wreszcie Janusz Głowacki napisał „Przyszedłem czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy”.

      Nasza książka też pokazuje nieznanego Wajdę, ale stara się zrozumieć czasy, a przede wszystkim – je opisuje. To swego rodzaju polityczna biografia reżysera, pełna anegdot i nieznanych historii odnalezionych w archiwach IPN. Ale to również opis relacji na styku artysta-władza – i po prostu zwycięstwa prawdziwej Sztuki.

      Witold Bereś i Krzysztof Burnetko

      400 stron druku, 25 fotosów filmowych

      Wydawcy: Fundacja Świat ma Sens (Kraków- Limanowa) oraz AGORA SA (Warszawa)

      Seria: Biblioteka „Gazety Wyborczej”

      Data premiery:  31 października 2013

       

      Wajda. Jeden z najwybitniejszych twórców światowego kina. Ale w czasach PRL komunistyczna tajna policja polityczna (Służba Bezpieczeństwa) śledzi go 24 godziny na dobę, zakłada mu podsłuchy, rewiduje i prowokuje. Szuka na niego haków, umieszcza agentów w jego otoczeniu i rozpuszcza na jego temat paskudne plotki. Jego życiem interesują się wszyscy kolejni generałowie bezpieki. Jego filmy oglądają wszyscy kolejni szefowie partii i państwa: od Gomułki plującego na pesymizm Niewinnych czarodziejów, poprzez Gierka, któremu żona kazała usunąć pornografię z Ziemi obiecanej, aż po Jaruzelskiego, który przy okazji Człowieka z żelaza chciałby udowodnić, że w Grudniu’70 armia była niewinna. I do tego nieustanne kłopoty z cenzurą, władzami kinematografii i nacjonalistami, którzy go od zawsze nienawidzą.

      A nad wszystkim wisi uważne oko z Moskwy, która najpierw go wielbi jako twórcę, potem szczuje na niego KGB, by wreszcie poprzez niego szukać w Polsce sojuszników dla pierestrojki Gorbaczowa.

      Jednak najważniejszą rzeczą dla Wajdy są zawsze filmy. To poprzez filmy działa jako twórca, obywatel, patriota. Ale w jakiś sposób w tak trudnych czasach twórca, nawet najwybitniejszy, może utrzymać nie tylko wysoki poziom sztuki, ale i – niezależność?

      Jakąś część odpowiedzi znajdujemy w rozmowie Andrzeja Wajdy z 1977 roku, gdy Daniel Olbrychski go namawia do podpisania jednego z listów protestacyjnych. Reżyser odpowiada mu wtedy: „Ty podpisuj list, ja nie mogę tego zrobić teraz, bo by mi wstrzymali Człowieka z marmuru, a tym filmem więcej zdziałam niż podpisem”. A relację z tej rozmowy poznajemy z donosu złożonego tajniakom przez jednego z najbliższych współpracowników Wajdy…

      Niezwykłe jest i to, jak w tamtych czasach współdziała środowisko filmowców – choć komuniści chcą je skłócić i złamać, solidarnie broni swych szeregów.

      Lecz chyba najbardziej przerażające jest to, że już w wolnej Polsce szukała na niego haków ekipa min. Macierewicza…

      ANDRZEJ WAJDA. PODEJRZANY to biografia polityczna Andrzeja Wajdy, którą można wyczytać z jego filmów, dokumentów odnalezionych w archiwach i relacjach świadków. To najnowsza książka biograficzno-historyczna duetu Witold Bereś – Krzysztof Burnetko. Podobnie jak w Kapuścińskim – nie ogarniam świata, Kręgach Turowicza, Marku Edelmanie. Życiu. Do końca i kilkunastu innych tytułach, barwnie opisują w tej książce życie swego bohatera na skrzyżowaniu polityki, codzienności i aktywności zawodowej. Sięgają po nieznane materiały i cytują doskonałe opracowania. Ale przede wszystkim – rozmawiają z samym bohaterem… 

      Wajda - Poznań

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      docent73
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 listopada 2013 18:58
  • środa, 06 listopada 2013
    • PIERWSZA STOLICA POLSKI.

      Muszę przyznać, że temat ten fascynuje mnie od dawna. Setki historyków, archeologów i różnej maści badaczy przeszłości próbuje z podziwu godną energią, ustalić który gród był pierwszą stolica Polski: Poznań, czy Gniezno? A może Giecz? Tak jak miałoby to jakiekolwiek znaczenie. O co więc w tym wszystkim chodzi? Kto z badaczy jest najbliższy prawdy i dlaczego? Trudne pytania, na które przyznam się, nie do końca znam odpowiedzi. Ale spróbujmy…

      Zacznijmy od tego, że tak jak pisze profesor Tomasz Jasiński, we wczesnym średniowieczu nie wyróżniano stolicy jako miejsca stałej siedziby króla. Władca nie przebywał stale w jednym miejscu i nie „urzędował” w stolicy. Monarcha był „rex ambulans”, czyli władcą podróżującym, który sprawował władzę objeżdżając kraj. W tych objazdach zatrzymywano się na pewien czas w rezydencjach królewskich znajdujących się w określonych grodach. Mamy więc wówczas do czynienia nie tyle z jedną stolicą, ile z kilkoma grodami rezydencjalnymi władcy – miejscami, w których dwór królewski przebywał przez pewien czas, a król stąd właśnie sprawował swoją władzę. I tutaj mamy pewną trudność. Czy gród, w którym monarcha przebywał najczęściej można uznać za stałą stolicę państwa, czy był to jeszcze gród rezydencjalny (tymczasowa stolica)?

      Profesor Jasiński twierdzi, że w XI i XII wieku w państwie polskim było kilka stołecznych grodów – głównych stolic państwa („sedes principales regni”). Historyk opiera się tutaj na Gallu Anonimie. Do stolic tych należały m.in. Poznań i Gniezno. Ale tu pojawia się nowa trudność. Co było ważniejsze, co było pierwsze: Poznań, czy Gniezno? Który gród był centralnym grodem i rezydencją władców Polski? Początkowo sądzono, że Gniezno, ale najnowsze badania archeologiczne m.in. metodą dendrochronologiczną wskazują, iż to Poznań był pierwszą stolicą Polski. Jak to ? – ktoś zapyta…

      Około 900 roku w centralnej Wielkopolsce doszło do przemian kulturowych w wyniku których zaczęło formować się państwo polskie. Około 940 roku doszło do konsolidacji tego „protopaństwa”. Tymczasem początki grodów w Poznaniu, Gieczu, Kaliszu i Moraczewie sięgają przełomu IX i X wieku. Oznacza to, że Poznań oraz pozostałe grody są starsze od Gniezna, którego powstanie datuje się na około 940 rok. Czyżby więc Poznań był pierwszą stolicą Polski? Trzeba przy tym zaznaczyć, że jedno jest pewne, od czasów Mieszka I stolicą, jeśli o stolicy w ogóle można wówczas mówić, było Gniezno. Mówi o tym wyraźnie dokument „Dagome iudex”. Tak było w latach 90. X wieku. A wcześniej?

      Prawdopodobnie wcześniej rolę stolicy spełniał Poznań. Przemawia za tym, według profesora Jasińskiego, kilka ważnych czynników. Przede wszystkim, tutaj istniało pierwsze polskie biskupstwo powstałe w 968 roku. Tutaj istniał kościół katedralny, w którym w 992 roku pochowano prawdopodobnie Mieszka I, a potem Bolesława Chrobrego. Tutaj archeolodzy odkryli kamienne palatium – prawdopodobnie pierwszą siedzibę Mieszka i Dobrawy. Są jednak i pewne „ale”. Zdarzało się, że zanim wybrano stolicę i przygotowano ją na przybycie dworu i króla, wybierano tymczasową siedzibę dla władcy. Może Poznań był taką tymczasową stolicą? Może z góry przyjęto, że to Gniezno od początku będzie stolicą i tylko czas potrzebny na wzniesienie grodu spowodował, że władca tymczasowo przebywał w Poznaniu? Tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Jeśli jednak to Poznań był pierwszą stolicą Polski, jak chce tego profesor Jasiński, to jakie były przyczyny późniejszego przeniesienia tej stolicy z Poznania do Gniezna?

      Na początku lat 90. X wieku Gniezno wysunęło się na czoło. Tutaj w 1000 roku odbył się zjazd z udziałem cesarza, tutaj w katedrze pochowano św. Wojciecha, a w „Dagome iudex” pojawiło się określenie „państwo gnieźnieńskie”. Ale to nie wszystko. Prawdopodobnie pod koniec lat 70. X wieku na Polskę spadł najazd cesarza Ottona. Być może wojska cesarskie dotarły aż pod Poznań i zagroziły grodowi. Do Gniezna już nie dotarły. Poznań – najbardziej wysunięty na zachód gród, wysunięty w kierunku ekspansywnego sąsiada – był najbardziej narażony na niebezpieczeństwo. Tutaj nie mogła znajdować się główna rezydencja, siedziba władcy. Trzeba było przesunąć ją bardziej w głąb państwa. Wybór padł na Gniezno. Być może to przesądziło o „przenosinach” stolicy z Poznania do Gniezna. Archeolodzy twierdzą, że to właśnie w latach 70. i 80. X wieku nastąpiła rozbudowa grodu w Gnieźnie. W 1000 roku była już tutaj stolica państwa polskiego.

      Wszystko układa się w logiczną całość. Czy nie jest to jednak podejrzane, że wszystkie elementy tej zawiłej układanki tak łatwo i prosto do siebie pasują? A może gdzieś popełniamy błąd w swoim rozumowaniu? Czas zapewne pokaże, kto ma rację w sporze o pierwszą stolicę Polaki: zwolennicy stołeczności Poznania, czy Gniezna?...

      Źródło: T. Jasiński, Poznań jako miasto stołeczne i rezydencjalne.

      Następny wpis na ALE HISTORII ukaże się w poniedziałek 11 listopada, wieczorem. Zapraszam.

      Ostrów Tumski - Poznań

      Źródło: Wikimedia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      docent73
      Czas publikacji:
      środa, 06 listopada 2013 19:17
  • poniedziałek, 09 września 2013
    • PRÓBA ROZWIKŁANIA ZAGADKI ŚMIERCI KLEOPATRY.

      Przez ponad 2 tysiące lat zagadką pozostawały dla historyków okoliczności śmierci Kleopatry VII, królowej Egiptu z dynastii Ptolemeuszy. Teraz zagadka może zostać rozwiązana, a to dzięki doktorantce z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Karolina Anna Kulpa stara się znaleźć odpowiedź na pytanie: jak umarła Kleopatra?

      Powszechnie uważa się, że Kleopatra umarła „honorową śmiercią” poprzez ukąszenie żmii. Czy rzeczywiście było to samobójstwo? Badaczka z Poznania chce bliżej przeanalizować antyczne źródła. To w nich prawdopodobnie kryje się odpowiedź na pytanie o śmierć królowej Egiptu. Antyczne źródła literackie przekazały nam obraz Kleopatry jako kochanki Juliusza Cezara i Marka Antoniusza – kobiety, która ośmieliła się rzucić wyzwanie Rzymowi i która po porażce, chcąc ocalić resztki godności – popełniła samobójstwo. Według Karoliny Kulpy z Zakładu Kultury i Tradycji Antycznej gnieźnieńskiego Instytutu Kultury Europejskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, nie do końca tak właśnie było.

      Doktorantka poddaje w wątpliwość taką wersję wydarzeń. Dlaczego? Wszystkie źródła do tematu pochodzą z Rzymu – wroga Kleopatry i Egiptu. W tej sprawie nie zachowały się natomiast żadne egipskie teksty. Badaczka zastanawia się też nad stopniem wiarygodności rzymskich źródeł napisanych wiele lat po śmierci Kleopatry. Według nich, po samobójczej śmierci Marka Antoniusza i przejęciu władzy nad Aleksandrią przez Oktawiana, królowa miała wynegocjować bezpieczeństwo dla swoich dzieci ze związku z Antoniuszem. Następnie zamknęła się wraz z dwiema służącymi i popełniła samobójstwo. Zrobiła to, aby nie wziąć udziału jako branka w triumfie w Rzymie. Czy rzeczywiście tak było? Plutarch z Cheronei pisze: „prawdy tu nie zna nikt”… Te słowa inspirują doktorantkę z Poznania.

      Co ciekawe, w dziełach Lucjusza Anneusza Florusa, Wellejusza Paterkulusa, Gajusza Swetoniusza Trankwiliusa i poety Horacego - Kleopatra umiera po ukąszeniu przez węża. Jednak w przekazach Plutarcha, Strabona czy Kasjusza Diona Kokcejanusa autorzy piszą, że królową zabił jad węża lub trucizna.

      Być może ukąszenie Kleopatry przez węża kojarzono przez fakt, iż w pochodzie triumfalnym po podboju Egiptu przez Oktawiana brał udział posąg kobiety z przedstawieniem węża. Stąd może relacja o takiej, a nie innej śmierci królowej Egiptu. Tak, czy inaczej, nie wiadomo nawet jaki mógłby to być wąż. Jaki gatunek węża, kryjący się pod terminem „aspis”, mógł być na tyle jadowity, żeby zabić, jak podają antyczne źródła, Kleopatrę i jej dwie służące, po czym przepaść bez wieści? Według tych samych źródeł, gad miał być potajemnie dostarczony w naczyniu z wodą, w bukiecie kwiatów lub w koszu z figami. Tyle że na ciele Kleopatry nie było żadnych śladów wskazujących na zatrucie jadem węża. Brzmi to wszystko dość zagadkowo.

      Według poznańskiej badaczki bardziej przekonująca jest teoria, według której Kleopatra zginęła po zażyciu trucizny pochodzenia roślinnego. Taką truciznę łatwiej było bowiem ukryć przed strażnikami i łatwiej podać do organizmu. Może był to tojad, szczwół plamisty lub szalej jadowity. Nie można również wykluczyć tezy, iż Oktawian przekupił lekarza królowej, Olymposa lub służbę, aby ci nakłonili Kleopatrę lub zmusili do samobójstwa. Być może odpowiedzi na te pytania przyniesie praca doktorska pani Kulpy.

      źródło: www.dzieje.pl  

      Kleopatra

      Źródło: Wikimedia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      docent73
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 września 2013 19:51
  • czwartek, 15 listopada 2012
    • JEDNODNIÓWKA KOSYNIERSKA – POZNAŃ JUNIKOWO 24.11.2012

      W listopadzie 1845 r. przywódcy Centralizacji Towarzystwa Demokratycznego Polskiego w Paryżu, najliczniejszego ugrupowania polskiej emigracji, podjęli decyzję o rozpoczęciu narodowego powstania wyznaczając jego termin na noc z 21 na 22 lutego 1846 r. Na jego czele mieli stanąć: Ludwik Mierosławski, Karol Libelt i Aleksander Guttry, kierujący powstańczym Komitetem Centralnym, określanym potocznie jako Centralizacja Poznańska.  Przygotowania poważnie utrudniły działania pruskiej policji dokonującej licznych aresztowań, zwłaszcza wśród członków Komitetu. Nie udało się jej jednak rozbić dobrze zakonspirowanej siatki, założonego w 1845 r. przez księgarza Walentego Stefańskiego Związku Plebejuszy.

      Członkami tej organizacji byli chłopi z podpoznańskich wsi: Górczyna, Junikowa, Świerczewa, Plewisk, Malty i Fabianowa. Podporządkowując się Józefowi Esmanowi, uzbrojeni w kosy bojowe stawili się wieczorem 3 marca 1846 r. w umówionych miejscach, oczekując rozkazu do ataku na Cytadelę z zamiarem uwolnienia aresztowanych przywódców. Maciej Palacz, sołtys Górczyna z oddziałem kosynierów oczekiwał w Górczynie podczas gdy Jan Szymczak, sołtys Junikowa swój oddział zebrał przy wiatrakach przy Świętym Marcinie. Inne oddziały zebrały się przy cmentarzu garnizonowym przy Cytadeli oraz w pobliży Fortu Schillinga. Z Kórnika do Poznania zmierzał też oddział dowodzony przez Hipolita Trąmpczyńskiego, który z uwagi na zdradę Henryka Ponińskiego, został zaskoczony i rozbity przez oddział wojska pruskiego podczas przejazdu przez Most Chwaliszewski. Unicestwienie tego oddziału uniemożliwiło wydanie rozkazu o rozpoczęciu walk pozostałym grupom i upadek niefortunnie rozpoczętego powstania. Zebrane oddziały rozeszły się bez walki topiąc posiadaną broń w Warcie, a aresztowani w następnych tygodniach konspiratorzy zostali osądzeni w procesie berlińskim. Uwolnieni po amnestii w 1847 r. byli świadkami wydarzeń jakie ogarnęły Wielkopolskę a zwłaszcza Poznań w roku 1848.

      Wybuch rewolucji we Francji spowodował wzrost podobnych nastrojów wśród ludności polskiej, która po zebraniu podpisów wystosowała petycję do Fryderyka Wilhelma IV z żądaniem wolności dla Polski (wchodzącej w skład Prus), przewidującej polską administrację i polska armię. Jednocześnie dzięki staraniom Walentego Stefańskiego i Jakuba Krauthofera powołano do życia Komitet Narodowy, w skład którego wszedł również Jan Palacz z Górczyna. Petycja, którą przedstawiono w Berlinie, została wstępnie zaakceptowana przez stronę niemiecką, toteż spontanicznie rozpoczęto formowanie polskich jednostek. Punkty werbunkowe powstały w każdym powiecie i już w końcu marca siły te liczyły kilka tysięcy ochotników. Kiedy 28 marca dowództwo nad nimi objął Ludwik Mierosławski, polecił skoncentrować je w obozach we Wrześni, Książu, Pleszewie i Środzie. W tej ostatniej pod dowództwem płk. Augustyna Brzeżańskiego zebrało się 4–5 tys. kosynierów. Wraz z formowaniem się wojska polskiego Prusacy sprowadzali do Wielkopolski nowe oddziały wzmacniając własną armię i przygotowując się do siłowego zakończenia sporu. W cieniu tych przygotowań obie strony prowadziły rozmowy na temat zakresu autonomii polskiej.

      Po zawartej 11 kwietnia, pod presją koncentrujących się oddziałów pruskich, umowie w Jarosławiu kosynierzy mieli być puszczeni do domów. Na powracających czekały represje, co przyczyniło się do zaostrzenia nastrojów przeradzających się w bunty. Tymczasem od 11 kwietnia doszło do starć zbrojnych. Przeważające liczebnie i lepiej uzbrojone oddziały armii pruskiej rozpoczęły akcję likwidacji obozów polskich. Nie przeszkodziły temu lokalne sukcesy Polaków pod Miłosławiem czy Sokołowem. W pierwszych dniach maja wyczerpane i niemal pozbawione amunicji wojska polskie nie były w stanie stawić czoła nieprzyjacielowi. Sytuacji nie zmieniła też tworząca się w całej Wielkopolsce partyzantka złożona głównie z kosynierów. Nad częścią oddziałów operujących pomiędzy Kórnikiem a Stęszewem (około 1500 partyzantów) komendę objął Jakub Krauthofer-Krotowski. Wśród powstańców znalazł się również Maciej Palacz jako dowódca jednego z oddziałów. Powstańcom w Stęszewie przewodził tkacz Domachowski. Krauthofer-Krotowski wraz z Janem Rymarkiewiczem 3 maja 1848 r. w Mosinie ogłosili akt powstania Rzeczypospolitej. Powstanie ogarnęło również rejon wsi Górczyn i Komorniki, gdzie także w maju dochodzić miało do starć z oddziałem porucznika Burgunda.

      Klęska oddziałów Krauthofera-Krotowskiego 8 maja oraz kapitulacja oddziałów Brzeżańskiego w dniu następnym faktycznie zakończyła powstanie mające na celu oswobodzenie Polski. Do połowy maja 1848 r. Prusacy złamali opór pozostałych oddziałów partyzanckich naznaczając Wielkopolskę setkami bezimiennych mogił bohaterów. Regułą było dobijanie rannych czy też pastwienie się nad pokonanymi.                                                                

      Jesienią 1938 roku w ogródku położonym po prawej stronie dzisiejszej ulicy Junikowskiej na odcinku od kościoła do torów kolejowych podczas sadzenia drzew natrafiono na liczne czaszki i kości ludzkie. Jak wspomina Ewaryst Czabański, obok niektórych szkieletów leżały kosynierskie kosy. Czaszki tych kosynierów miały wyraźne ślady zaszlachtowania – uszkodzenia głowy, rąk i nóg, mogące świadczyć o tym, że zginęli oni w jakiejś potyczce. Znaleziono przy nich również kosy postawione na sztorc co przyporządkowuje ich właścicieli do formacji kosynierów z których składały się w 1848 r. oddziały polskie. Kiedy w 1938 roku odkopano mogiłę kosynierów nie było jeszcze wiadomo, kiedy i w jakiej potyczce zginęli. Według tradycji przekazywanej ustnie Ewaryst Czabański zapisał w swoich notatkach: „Historia junikowskich kosynierów sięga 1846 roku, kiedy to niemalże w przededniu Wiosny Ludów sołtys Junikowa - Jan Szymczak - zebrał oddział kosynierów i dołączył wraz z nim do powstańczego obozu górczyńskiego dowodzonego przez pułkownika Macieja Palacza. Podczas ataku na most na poznańskim Chwaliszewie w nocy z 3 na 4 marca 1846 oddziały powstańcze wpadły w zasadzkę Prusaków i zostały rozgromione”. Dziś historycy przychylają się do datowania ich patriotycznego zrywu na 1848 rok.

      Ci młodzi dwudziestokilkuletni ludzie, dziś bezimienni bohaterowie,  przez dziewięćdziesiąt lat spoczywali w prowizorycznej zapomnianej mogile. Kości wydobyto i złożono do wspólnej skrzyni. 18 listopada 1938 roku w specjalnym kondukcie pogrzebowym, prowadzonym przez ks. proboszcza Leonarda Gierczyńskiego, złożono szczątki bohaterów pod przydrożną kapliczką Matki Boskiej, stojącą u wylotu ul.Junikowskiej a ul.Grunwaldzką.

      W czasie wojny Niemcy kapliczkę zburzyli, a mieszkańcy Junikowa o całej tej sprawie dawno już zapomnieli, gdyż po wojnie nad mogiłą kosynierów położono tory tramwajowe.

      W związku z prowadzonymi szeroko zakrojonymi pracami modernizacji ulicy Grunwaldzkiej złożono w październiku 2011 roku oficjalny wniosek o badania archeologiczne we wskazanym przez Ewarysta Czabańskiego rejonie. Pozostawił on w swoim archiwum dokładny szkic miejsca pochówku kosynierów, który posłużył archeologom w lokalizacji powstańczej mogiły.

      W czwartek 24 listopada 2011 roku kości kosynierów zostały po 73 latach ponownie odkryte. Następnego dnia odbyła się ich ekshumacja, którą prowadzili archeolodzy. Oprócz kości znaleziono dość dobrze zachowany krzyż pochodzący z wieka trumny oraz zakorkowaną butelkę ze znajdującym się w jej wnętrzu dokumentem z 1938 roku, który to zawiera informację, że są to „polegli przy Strumieniu Junikowskim”.

      ( P.Orzechowski, P.Drzymała)

      Dziś, kiedy ich doczesne szczątki doczekały się spoczynku w należnym im miejscu, w mogile powstańczej, na poznańskiej Cytadeli, oddajemy hołd Bezimiennym Bohaterom walki o niepodległość Polski. Miejsce pochówku – Cytadela, od której zdobycia miały rozpocząć się zmagania zbrojne w imieniu Rzeczypospolitej, symbolicznie zamyka ziemską wędrówkę doczesnych szczątków Junikowskich Powstańców.

      Uroczystość ponownego  pochówku Bezimiennych Junikowskich  Kosynierów odbędzie  się w sobotę, 24.listopada  o  godz.11:00 na  Poznańskiej  Cytadeli w kwaterze powstańczej.

      Honorowy Komitet Organizacyjny Pochówku:

      Ministerstwo Obrony Narodowej

      Wielkopolski Urząd Wojewódzki

      Zarząd Zieleni Miejskiej w Poznaniu

      Ks. mgr Grzegorz Piotrowski - Proboszcz Parafii p.w. św. Andrzeja Boboli

      mgr Paweł Rosada – Przewodniczący Zarządu Rady Osiedla Junikowo

      mgr Elżbieta Marciniak – Dyrektor Gimnazjum nr 58 w Poznaniu

      mgr Paweł Drzymała – konsultant historyczny

      mgr Piotr Orzechowski – konsultant historyczny

      dr Małgorzata Czabańska-Rosada – Stowarzyszenie Miłośników Junikowa

      Prof. dr hab. Adam Czabański  - w imieniu stowarzyszeń katolickich

      Stowarzyszenie POMOST – sondaż i prace archeologiczne

      POBIERZ WERSJĘ PDF:

       http://alehistoria.blox.pl/resource/Jednodniowka_kosynierska.pdf

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      docent73
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 listopada 2012 19:06
  • niedziela, 04 listopada 2012
    • „NIEMIECKI” KRAJOBRAZ.

      Cel był jeden: uczynić z Kraju Warty na wskroś niemiecki kraj, przekształcić ten teren w typową niemiecka prowincję, tak aby mieszkaniec Nadrenii, czy Bawarii przyjeżdżający do Poznania, czuł się jak u siebie w domu. Zadanie niewyobrażalne. Podjął się go jednak Arthur Greiser – namiestnik Kraju Warty, fanatyczny nazista. Jak chciał tego dokonać?

      Plan.

      Dla Niemców przymiotnik „niemiecki” oznaczał: nowoczesny, uporządkowany, czysty. To co „polskie” było tego przeciwieństwem. Greiser już na początku swoich rządów w Poznaniu stwierdził, że niemiecki krajobraz w tej części Rzeszy powinien zostać wypełniony nowoczesnymi autostradami i drogami, samochodami i samolotami. Kraj miał otrzymać nowoczesne fabryki, czyste sklepy i wygodne mieszkania dla Niemców. Ziemia miała być pełna ogrodów, lasów, terenów zielonych, pełna drzew: dębów, wiązów, jesionów i sosen. Nowoczesność miała współgrać z przytulnym, zacisznym prowincjonalizmem niemieckiej wsi. Idylla po niemiecku…

      Rabunek.

      Jak zatem zamierzano zrealizować ten projekt? W prosty sposób. Zaczęto od rabunków: konfiskowania budynków, działek i mieszkań w Poznaniu. Polaków i Żydów wyganiano. Polskie majątki były konfiskowane i przejmowane przez Rzeszę. Dotyczyło to ziemi, zakładów przemysłowych i nieruchomości. Oprócz tego, Niemcy zabierali polskim mieszkańcom Kraju Warty rzeczy codziennego użytku. Rekwirowano np.: futra, damską bieliznę, wodę kolońską, a nawet prezerwatywy (sic!). Tak po prostu. Rabunek w majestacie prawa! Polakom i Żydom zabierano też odbiorniki radiowe, samochody, motocykle, aparaty fotograficzne, lornetki, maszyny do szycia, płyty i gramofony, sprzęt sportowy.

      Urządzanie „niemieckiego” krajobrazu rozpoczęto od zmiany nazw miejscowości na nazwy niemieckie. Zaczęto też usuwać polskie napisy z domów i zakładów, burzono polskie pomniki. W ten sposób, miasta i miasteczka miały odzyskać „niemiecki charakter”. Zmiany dotknęły również polską kulturę. Z bibliotek, muzeów i prywatnych kolekcji rabowano wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, przede wszystkim dzieła sztuki: obrazy, rzeźby oraz książki (1,3 mln książek umieszczono w magazynach Uniwersytetu Poznańskiego). Wiele ze zrabowanych rzeczy trafiło do prywatnej posiadłości Greisera pod Poznaniem.

      Żydzi i gospodarka.

      Rozpoczęto również likwidację wszelkich śladów bytności Żydów w Kraju Warty. Nową Synagogę w Poznaniu zbudowaną w 1907 roku, zamieniono na… basen miejski. Co ciekawe, jeszcze do niedawna, synagoga w Poznaniu pełniła funkcję… pływalni! Płyty nagrobne z cmentarzy żydowskich wykorzystywano do układania chodników i dróg. Z powierzchni ziemi miało zniknąć wszystko, co żydowskie. „Brudne i chore” miało zostać zastąpione „pięknym i zdrowym”.

      Niemieckie plany dotyczyły także gospodarki. Zakrojone na szeroką skalę prace modernizacyjne miały zmienić gospodarcze oblicze zacofanego obszaru. Zaplanowano zbudowanie nowych szpitali, kanalizacji i wodociągów, poszerzenie Warty i rozbudowę portu rzecznego w Poznaniu, budowę autostrady z Berlina do Łodzi i z Gdańska do Wrocławia (obie miały przechodzić przez Poznań). Autostrady miały liczyć 200 kilometrów szosy 11 100 kilometrów (300 kilometrów było gotowych już w 1940 roku, a w 1942 roku –1000 kilometrów!). Przy budowie dróg na masową skalę wykorzystywano pracę Żydów. Budowali oni również linie kolejowe i systemy kanalizacyjno-wodociągowe, zalesiali ogromne obszary nieużytków. Żydzi zbudowali też drogę łączącą rezydencję Greisera z Poznaniem. Droga ta istnieje do dziś, a ruch na niej odbywa się normalnie!

      Wzorzec.

      Stolica Kraju Warty – Posen, miała stać się „wzorcowym miastem” „wzorcowego okręgu” niemieckiego. Tak zakładał Greiser. Powstał więc plan architektoniczny Poznania. Dzielnica rządowa miała składać się z Zamku (rezydencja namiestnika i jego urząd), wielkiej hali na 40 tysięcy miejsc, komendy policji, muzeum, teatru i dworca kolejowego. W mieście miano zbudować cywilny port lotniczy, ogród zoologiczny, wielki most przez Wartę, ogromny szpital, cmentarz niemiecki i 40 tysięcy nowych mieszkań. Ambitne plany! Zrealizowano tylko renowację Zamku Cesarskiego. Drugie wielkie miasto Warthegau – Litzmanstadt miało zostać zniemczone. Planowano zbudowanie tutaj nowego ratusza i budynków dla NSDAP, policji i wojska oraz 110 tysięcy nowych mieszkań!

      Kultura i design.

      Zadbano także o niemiecką kulturę: w 1941 roku utworzono w Poznaniu Uniwersytet Rzeszy. Rozbudowano sieć niemieckich szkół średnich i podstawowych (brakowało jednak niemieckich nauczycieli). W szkołach uczono „bycia Niemcem”, wpajano niemieckie wartości (m.in. porządek, czystość, higiena) i zwalczano polskość. Dużą wagę przywiązywano do teatrów, muzeów i kin oraz muzyki, oczywiście niemieckiej. Do tych instytucji dostęp mieli tylko Niemcy. Organizowano liczne wystawy i łożono duże sumy pieniędzy na „naukę” dokumentującą niemiecką kulturę i historię w regionie. Państwowe Biuro Prehistorii odkryło cmentarzysko wikingów w Lutomiersku i stwierdziło, że to Germanie, a nie Polanie założyli państwo polskie (sic!). Ale to nie wszystko. W Kraju Warty wprowadzono nowy układ świąt. Nowe święta w kalendarzu to: 26 października – Dzień Wolności i 9 listopada – dzień wolny od pracy dla uczczenia puczu monachijskiego. Zlikwidowano natomiast polskie święta religijne.

      „Niemiecki” krajobraz miał się przejawiać nawet w wystroju mieszkań dla Niemców: jasne, pogodne, duże (75 metrów kwadratowych i więcej), z 3-5 pokojami oraz kuchnią i łazienką, wyposażone w wodę, kanalizację, prąd i gaz, z lodówkami i pralkami. Utworzono specjalne biuro, które zajmowało się projektowaniem „niemieckich przedmiotów codziennego użytku”: sztućców, porcelany, wyrobów szklanych, mebli, lamp, zegarów, obrazów, dywanów itp. Dziwne? Bynajmniej! Dom miał dać Niemcowi energię i siłę, być ostoją niemieckości. Tutaj wszystko miało być idealne i aryjskie. To miał być niemiecki szyk i dobry smak, niemiecka wrażliwość. Stworzono nawet projekt idealnego wiejskiego domu mieszkalnego dla Niemców: miał być kamienny, bielony, kryty jasnoczerwona dachówką…

      Ekologia…

      Ogromną wagę przywiązywano do zalesienia Kraju Warty. Las symbolizował niemieckość, spokój, zakorzenienie i historyczną ciągłość rasy germańskiej na tych ziemiach, był źródłem energii i odnowy. Płaski, pozbawiony wielkich kompleksów leśnych obszar Wielkopolski miał zostać zalesiony. W trakcie akcji zalesiania posadzono kilkadziesiąt milionów drzew! Lasy miały „przy okazji” niejako, zamaskować niemieckie zbrodnie (Chełmno nad Nerem) i ukryć obiekty militarne. Zmiany nie ominęły także cmentarzy. Ujednolicono wygląd nagrobków, narzucono rodzaj materiałów z jakich mogły być wykonane i wzornictwo (proste, kamienne płyty, bez ozdób). Co więcej? Promowano turystykę pieszą i rowerową dbając o zdrowie i duszę niemieckich mieszkańców Kraju Warty.

      Nie zaniedbano więc niczego. Każda sfera ludzkiego życia została objęta zmianami i germanizacją. „Niemiecki” krajobraz miał objąć swoim zasięgiem nie tylko to, co materialne, ale i to, co duchowe. Niemieckość miała tu być we wszystkim: w miastach, na wsi, w lesie i w domu… wszędzie…

      Źródło: C. Epstein, Wzorcowy nazista. Arthur Greiser i okupacja Kraju Warty, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 2012.

      NOWE WPISY NA „ALE HISTORII” POJAWIAJĄ SIĘ RAZ W TYGODNIU, W KAŻDĄ NIEDZIELĘ WIECZOREM. ZACHĘCAM TEŻ DO ODWIEDZENIA PROFILU „ALE HISTORII” NA FACEBOOK. TAM JESZCZE WIĘCEJ CIEKAWYCH HISTORII… NA BIEŻĄCO.

      Arthur Greiser

      Źródło: Wikimedia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (25) Pokaż komentarze do wpisu „„NIEMIECKI” KRAJOBRAZ.”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      docent73
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 listopada 2012 19:58

Kalendarz

Lipiec 2014

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny