Menu

Ale Historia

Nowa ciekawsza strona historii

ZAMACHY NA HITLERA.

docent73

Wszystkich zamachów na Adolfa Hitlera było przeszło czterdzieści. Żaden się jednak nie powiódł. Próbowali go zabić zamachowcy z krajów okupowanych, spiskowcy wywodzący się spośród niemieckich oficerów, a także wywiady obcych państw. Wszystkie próby były bezskuteczne. Dziś zajmiemy się dwiema z nich, które podjęte zostały w marcu 1943 roku przez spiskowców wywodzących się z kadry oficerskiej „niezwyciężonego” Wehrmachtu.

Oficerowie, którzy na początku wojny uwielbiali fuhrera, kiedy armia niemiecka zaczęła ponosić klęski na frontach, odwrócili się od niego i postanowili go zgładzić. Wśród spiskowców kluczową postacią był Henning von Tresckow. On i kilku zaufanych ludzi już od końca 1942 roku rozważało zabicie Hitlera. Wśród spiskowców był też von Schlabrendorff. Popierał ich generał Olbricht oraz oficerowie Abwehry, major Oster i sam admirał Canaris. Von Tresckow przebywający w kwaterze głównej Grupy Armii „Środek” pod Smoleńskiem próbował zwabić tutaj fuhrera twierdząc, że powinien on sam wyrobić sobie pogląd na sytuację na froncie wschodnim, przybywając właśnie do Smoleńska. Dyktator niechętnie jednak wyjeżdżał na front. Jednak niespodziewanie dla wszystkich, Hitler zapowiedział swoją wizytę w Smoleńsku na 13 marca 1943 roku. Tresckow i jego ludzie uzgodnili, że zastrzelą go w kasynie podczas obiadu. Strzały z pistoletów, z najbliższej odległości miało oddać do fuhrera kilka osób. Zamachowcy mieli wedrzeć się do sali jadalnej i otworzyć ogień. Oprócz Hitlera zginęli by wówczas zapewne i inni oficerowie. To spowodowało rozterki i wahania u Tresckowa. Zaczęto szukać innego sposobu zgładzenia dyktatora.

Postanowiono użyć bomby z zapalnikiem czasowym i upozorować nieszczęśliwy wypadek samolotu, którym podróżował fuhrer. Do zamachu użyto angielskiego ładunku wybuchowego tzw. „clam mine” (800-gramowa bomba wypełniona plastikiem). Ładunek ten miał tylko jeden mankament. Czas zapłonu był uzależniony od temperatury otoczenia. Najlepiej było, gdy wynosiła ona około 20 stopni Celsjusza. Kiedy temperatura spadała, czas zapłonu wydłużał się, a przy temperaturach ujemnych, wybuch w ogóle nie następował. Tresckow i Schlabrendorff użyli dwóch ładunków z zapalnikiem kwasowym. Eksplozja miała nastąpić po 30 minutach od startu samolotu. Całość zapakowali w szary papier tak, aby pakunek wyglądał na dwie butelki koniaku. Tresckow poprosił jednego z oficerów towarzyszących Hitlerowi o dostarczenie tej „przesyłki” znajomemu w Berlinie. Oficer zgodził się i zabrał ją do samolotu, którym razem z fuhrerem wracał do Berlina. Wyglądało na to, że plan się powiedzie. Eksplozja miała rozerwać samolot w powietrzu i nikt nigdy nie dowiedziałby się, że była to bomba. Uznano by co najwyżej, że samolot został zestrzelony. Niestety wiadomość, że samolot spadł, nie nadeszła. Spiskowcy musieli natomiast dotrzeć do Berlina przed paczką z „koniakiem”, aby nie dostała się ona w ręce adresata. Udało się to, po telefonie Tresckowa do „pechowego” oficera-kuriera, który zabrał ze sobą paczkę. Tresckow wytłumaczył mu, że zaszła pomyłka i po paczkę do Berlina wysłał Schlabrendorffa, który tym razem wiózł już ze sobą prawdziwy koniak. Podmiana udała się i spiskowcy „nie wpadli”. Bomba nie wybuchła, gdyż w luku bagażowym samolotu było za zimno. Złośliwość przedmiotów martwych…

Tydzień później nadarzyła się kolejna okazja zlikwidowania Hitlera. 21 marca 1943 roku fuhrer miał zwiedzić w berlińskim Arsenale, wystawę zdobycznej broni radzieckiej (okazją był Dzień Pamięci Bohaterów). W pobliżu dyktatora miał się znaleźć jeden z zamachowców – von Gersdorff. Oficer ten miał mieć przy sobie ładunek wybuchowy. Musiał go tylko zdetonować i wysadzić się w powietrze razem z Hitlerem i jego świtą. Gersdorff zgodził się na ten plan. Przybył do Berlina razem z generałem Modelem. Na miejscu dowiedział się jednak, że krąg uczestników uroczystości został ograniczony i nie przewidziano dla niego miejsca w pobliżu Hitlera. Na szczęście, pod wpływem perswazji generała Modela, który o zamachu nic nie wiedział, decyzję tę zmieniono.

Bomby nie można było ukryć w budynku, trzeba było mieć ją przy sobie i w odpowiednim momencie zdetonować. Zapalnik jakim dysponował Gersdorff działał z 10-minutową zwłoką. Potrzeba było kilkanaście minut, aby uaktywnić materiał wybuchowy. W dniu zamachu nie wszystko potoczyło się zgodnie z planem. Kiedy Hitler zbliżył się do Gersdorffa, ten zdążył uruchomić tylko jeden zapalnik bomby znajdującej się w lewej kieszeni płaszcza. Nie zrobił tego z drugim zapalnikiem. Liczył, że wybuch i tak spowoduje eksplozję obu ładunków. W ciągu następnych dwudziestu minut musiał pozostać w najbliższym otoczeniu fuhrera. Ten spieszył się jednak bardzo i po kilku minutach pobytu w sali wystawowej w Arsenale (nie był zainteresowany zdobyczną bronią radziecką) wyszedł z budynku. Gersdorff został w Arsenale z uzbrojonym ładunkiem wybuchowym w płaszczu. W ostatniej minucie udało mu się jednak bombę rozbroić. Kolejna próba zamachu na Hitlera nie powiodła się. Nigdy nie udało się wyjaśnić, dlaczego Hitler tak szybko opuścił wystawę. Jego pośpiech zaskoczył całe otoczenie, nawet towarzyszącego mu Goeringa. Być może, zbrodniarz instynktownie wyczuwał zagrożenie? A może „przejrzał” Gersdorffa?

Dwie podjęte w krótkim odstępie czasu próby likwidacji Hitlera, nie powiodły się. Marzec 1943 roku okazał się dla spiskowców pechowy. Wszystko trzeba było zaczynać od nowa…

Źródło: G. Knopp, Zabić Hitlera, Świat Książki, Warszawa 2009.

Książkę udostępniło Wydawnictwo „Świat Książki” – www.swiatksiazki.pl

„ALE HISTORIA” WSPÓŁPRACUJE Z FIRMĄ „LEGIMI”, KTÓRA OFERUJE BLOGI W FORMIE ELEKTRONICZNEJ NA E-BOOKI I KOMPUTERY. „ALE HISTORIA” JEST JUŻ DOSTĘPNA W WERSJI ELEKTRONICZNEJ NA E-BOOKA. ZAPRASZAM DO POBRANIA NAJNOWSZEGO WYDANIA (TO NIC NIE KOSZTUJE): http://www.legimi.com/pl/catalogue/papers/2007/

Adolf Hitler

źródło: Wikimedia

© Ale Historia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci