Menu

Ale Historia

Nowa ciekawsza strona historii

LUBIEŻNA MUZYKA.

docent73

Czy muzyka może kojarzyć się z erotyzmem? Oczywiście, że tak. Już najdawniejsza muzyka nosiła w sobie podteksty erotyczne. Muzyka w starożytnej Grecji miała nawet konotacje lubieżne, a wszystko to za sprawą… bogów.

Tak jak i w innych kulturach starożytnych, tak i w Grecji, muzyka łączona była z publicznym kultem bogów (procesje, tańce i śpiewy przy akompaniamencie różnych instrumentów). Muzyka kojarzyła się z Dionizosem. Razem z tańcem i zawodami sportowymi oznaczała czas pokoju, wypoczynku, relaksu, rozrywki. Wielką rolę w uroczystościach z wykorzystaniem muzyki i tańców, odgrywały kobiety (tancerki, chóry śpiewaczek). Szczególne znaczenie miały hierodule, czyli niewolnice, które przy świątyniach oddawały się sakralnej prostytucji (np.: świątynia Afrodyty – kurtyzany w Atenach, czy świątynia Afrodyty – Pięknotyłej w Syrakuzach). Ponad tysiąc hierodul służyło bogini w Koryncie. Oprócz znajomości „ars amandi” kobiety te uprawiały też muzykę i poezję. Służebnicami Afrodyty były również uczennice Safony. Na Lesbos poznawały tajniki sztuki kochania, gry na instrumentach muzycznych (zwłaszcza na harfie, którą uważano za instrument lubieżny). Uczono też gry na aulosach, kitarach, instrumentach perkusyjnych. W przyświątynnej szkole w Koryncie uczono hierodule i hetery poezji, muzyki i sztuki miłosnej (w tym pozycji i ruchów miłosnych, sztuki fryzowania włosów, wiedzy o napojach i potrawach mających właściwości podniecające).

Tak „wykształcone” hetery mogły być towarzyszkami i partnerkami Greków rozprawiających o filozofii i polityce. Mogły też umilać im czas grą, śpiewem i tańcem. W czasie biesiad czas wypełniały gościom muzyka i śpiew wykonywane przez instrumentalistki i śpiewaczki. Obecne były też tancerki. Muzykantki grały na fletach, bębnach, małych czynelach. Tancerki tańczyły przed mężczyznami. Podczas takich biesiad świadczono też usługi seksualne (w ich zakres wchodziły techniki miłosne nie praktykowane w małżeńskiej sypialni). Umiejętności muzyczne i seksualne szły więc ze sobą w parze i kojarzono je z prostytucją. Demostenes pisał: „Utrzymujemy hetery dla przyjemności, konkubiny dla codziennej opieki nad naszym ciałem, a żony, aby rodziły nam prawowitych potomków i by wiernie doglądały naszego domostwa”.

Do V wieku p.n.e usługi heter nie miały pejoratywnego odbioru w społeczeństwie greckim. Uważano je za prostytucję „wyższego rzędu”. Podobnie jak sympozja (sympozjony) podczas których podziwiano talenty i umiejętności prostytutek. Uroczystości te miały charakter hetero lub biseksualny. Odbywały się w „andronie” – specjalnym pomieszczeniu dla mężczyzn. Uczestnicy zajmowali miejsca na sofach lub łożach ustawionych pod ścianami. Po wieczornym posiłku rozpoczynały się sympozjalne dyskusje. Wnoszono wówczas desery i wino. Oprawą uroczystości kierował sympozjarcha, który czuwał, aby nie zabrakło wina i aby rozcieńczać je w odpowiednich proporcjach. Ustalał też kolejność konkursów i popisów, wręczał nagrody. Po pewnym czasie do „androny” wprowadzano muzykantki. Rozpoczynały się pieśni i tańce, którym towarzyszyła muzyka. Pieśni religijne zmieniały się w pieśni zmysłowe, erotyczne („pieśni jońskie”). Muzyka wprawiała uczestników sympozjonu w ekstazę. Na scenę wkraczały tancerki, które ubrane w zwiewne szaty rozpoczynały swoje tańce. W ich trakcie stopniowo rozbierały się, aż pozostawały nagie. Dalej wykonywały już taniec erotyczny lub akrobatyczny (co zresztą na jedno wychodziło). Tego typu występy kończyły się zbiorową orgią.

Hetery potrafiły więc świetnie wykorzystać muzykę, śpiew i taniec, aby uwieść mężczyznę, zdobyć nad nim władzę, zyskać pieniądze, sławę, a nawet wolność. Od czasów Solona prostytutki-muzykantki poddano ostrej krytyce. Zaliczono je do kobiet nieprzyzwoitych, którym nie można było ufać. Sytuacja muzykantek pogorszyła się jeszcze bardziej w epoce klasycznej. Były traktowane przez społeczeństwo coraz chłodniej. Publiczne oddawanie się miłości od IV wieku p.n.e uchodziło za niemoralne i zakazano współżycia podczas sympozjonów. Dotychczasowa muzyka będąca uosobieniem cielesności i seksualności, przestała teraz rozbrzmiewać podczas sympozjonów. Pozbawiono ją pierwiastka erotycznego i lubieżności…

Źródło: K. Wojciechowska, Lubieżne oblicze muzyki, Więź, sierpień-wrzesień 2009.

„ALE HISTORIA” WSPÓŁPRACUJE Z FIRMĄ „LEGIMI”, KTÓRA OFERUJE BLOGI W FORMIE ELEKTRONICZNEJ NA E-BOOKI I KOMPUTERY. „ALE HISTORIA” JEST JUŻ DOSTĘPNA W WERSJI ELEKTRONICZNEJ NA E-BOOKA. ZAPRASZAM DO POBRANIA NAJNOWSZEGO WYDANIA (TO NIC NIE KOSZTUJE): http://www.legimi.com/pl/catalogue/papers/2007/

Sympozjon

źródło: Wikimedia

© Ale Historia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci